Witam.
Będąc małą dziewczynką, często
przyglądałam się mojej mamie jak wykonywała czynności dnia
codziennego w domu: gotowaniu, prasowaniu, a zwłaszcza sprzątaniu,
które wykonywała z niezwykłą starannością. Podpatrywałam ją
uważnie i chłonęłam wszystko, bo chciałam w przyszłości równie
dobrze zadbać o swój dom, tak jak ona to robiła.
Mama widząc moje zainteresowanie
angażowała mnie nieraz do swoich prac.
Jedną z takich czynności, które
wykonywałyśmy razem było wycieranie kurzy z mebli, półek i mycie
mebli z zewenątrz oraz różnego rodzaju bibelotów jak porcelana czy
rzeczy z kryształu.
Najfajniejsze z tego było mycie tych
wszystkich zakurzonych przedmiotów.
Ja miałam swoją miskę pełną wody i
piany powstałej z płynu. Zanurzałam w niej filiżanki, talerzyki,
kieliszki. W sumie to można powiedzieć, że się bawiłam, a nie
myłam, bo czy przelewanie wody z jednego naczynia do drugiego można
nazwać myciem?
Jak już skończyłam swoją zabawę w
mycie to przekładałam wszystko do maminej miski z czystą wodą by
się wypłukało. Potem wszystko starannie układałyśmy na ręczniku
aby wyschło poza kieliszkami, które od razu wycierałyśmy by
lśniły.
Gdy wszystko było już umyte to
zabierałyśmy się za mycie półek i innych miejsc, na których
mieściły się te wszystkie rzeczy. Wykorzystywałyśmy do tego tą
samą wodę, w której ja myłam porcelanę. Ja myłam półki, a
mama wycierała je do sucha tak by od razy można było poukładać
wszystkie przedmioty.
Po skończonej pracy byłyśmy zmęczona
– mama bardziej – ale i zadowolone, że wykonałyśmy kawał
dobrej roboty.
Dziś mając swój dom, rodzinę często
wspominam tamte czasy miło i ciepło, i żałuje, że moja córcia
nie ma tego mojego zapału do pomocy co ja miałam.