Dzisiaj miałem mega zadanie do wykonania, przygotowanie
kolacji zanim dziewczyna wróci do domu. Nie byłoby to takie straszne gdyby nie
to sprzątanie. Plan mam, produkty są, ale to niespodzianka. W skrócie, co się
działo w kuchni.
Człowiek musi trzy razy więcej czasu poświęcić na sprzątanie
kuchni niż na przygotowanie kolacji. A miałem mieć wolne popołudnie a tu ścieranie
podłogi, zmywanie naczyń. Nie ominęły mnie takie przyjemności jak mycie okien
to przez moją nieuwagę muszę zapamiętać jak ręce masz urobione po łokcie to nie
bież się za zaglądanie przez okno, kto tam chodzi. Myślę, że umyłem wszystko,
co nabrudziłem nie wyłączając umycie lodówki czy piekarnika. Umyłem wszystkie
szafki na, zewnątrz, bo na porządki w środku to by mi tygodnia brakło, mam
tylko taką nadzieję, że dziewczyna nie będzie niczego chciała z kuchni i nie
będzie musiała otwierać szafek, niechcący mógłby wypaść jakiś produkt lub
naczynie a to wszystko przez ten pośpiech. Następnym razem lepiej zorganizuje
czas, żeby się z wszystkim wyrobić. Umycie i wypolerowanie zlewozmywaka to cała
wieczność. Następna kolacja przy świecach to na mieście, szybciej będzie
znaleźć przytulny lokal, niż spędzić cały dzień na sprzątanie i do tego trzeba
by doliczyć straty – chodzi mi tu o artykuły szklane takie jak talerze,
szklanki i lampki do wina. Na szczęście nie wytłukłem wszystkiego. Myślę, że do
tych małych stłuczek to przy okazji się przyznam, po co psuć rozpoczynający się
miły wieczór. Opróżnienie kosza na śmieci zostawiłem na koniec a tam znajdowały
się dowody mojej niezdarności podczas przygotowania kolacji. Śmieci wyrzucone,
do stołu nakryte, wino schłodzone i w końcu mogę sobie usiąść i czekać na
ukochaną. Mam takie wrażenie, że czegoś zapomniałem, aha kwiaty to lecę mam 10
minut to zdążę.