Kiedy ostatnio wracałem z urlopu mój pociąg zaliczył
spóźnienie i musiałem czekać na przesiadkę trzy godziny. Pomyślałem sobie, że
to trochę dużo czasu, by stać jak kołek na dworcu słuchając muzykę na słuchawkach
bądź czytając gazetę, więc ruszyłem spacerkiem w stronę niedawno otwartej
galerii. Na dworze było chłodno, przyspieszyłem, więc kroku i minąwszy kilku przechodniów
dotarłem do celu by przez zautomatyzowane drzwi wkroczyć do środka, o mały włos
nie potrącając pani opróżniającej kosz na śmieci. Przeprosiwszy sprzątaczkę
udałem się na zwiedzanie obiektu rozglądając się po sklepach, miałem na to mało
czasu, bo na obu piętrach panie sprzątaczki zmywały już podłogę przed zamknięciem.
Spojrzawszy na zegarek zauważyłem, ze zbliża się już godzina 21, więc o wypiciu
jakiejś kawy nie mogło być już mowy. Pocieszywszy się faktem, że w plecaku mam
termos z herbatą zakończyłem zwiedzanie i wyszedłem na zewnątrz. Uśmiechnąwszy się jeszcze do pani odkurzającej
podłogę w galerii poszedłem w kierunku dworca, a gdy tam dotarłem miałem już
tylko półtorej godziny do odjazdu mojego pociągu. Wyjąłem z plecaka książkę i
skracając sobie czas oczekiwania na odjazd pogrążyłem się w lekturze. Pociąg
nadjechał jak mi się zdawało bardzo szybo toteż wrzuciwszy tomik do plecaka i wsiadłem
o starego wagonu pulmanowskiego mijając w przedziale pana z obsługi pociągu,
który wymieniał papier toaletowy i mydło w toalecie. Odruchowo pomyślałem ile
mnie w domu czeka sprzątania, te wszystkie kurze, które przyjdzie mi zetrzeć z
mebli po powrocie.