czwartek, 30 października 2014

Fragment relacji z powrotu do domu po urlopie



Kiedy ostatnio wracałem z urlopu mój pociąg zaliczył spóźnienie i musiałem czekać na przesiadkę trzy godziny. Pomyślałem sobie, że to trochę dużo czasu, by stać jak kołek na dworcu słuchając muzykę na słuchawkach bądź czytając gazetę, więc ruszyłem spacerkiem w stronę niedawno otwartej galerii. Na dworze było chłodno, przyspieszyłem, więc kroku i minąwszy kilku przechodniów dotarłem do celu by przez zautomatyzowane drzwi wkroczyć do środka, o mały włos nie potrącając pani opróżniającej kosz na śmieci. Przeprosiwszy sprzątaczkę udałem się na zwiedzanie obiektu rozglądając się po sklepach, miałem na to mało czasu, bo na obu piętrach panie sprzątaczki zmywały już podłogę przed zamknięciem. Spojrzawszy na zegarek zauważyłem, ze zbliża się już godzina 21, więc o wypiciu jakiejś kawy nie mogło być już mowy. Pocieszywszy się faktem, że w plecaku mam termos z herbatą zakończyłem zwiedzanie i wyszedłem na zewnątrz.  Uśmiechnąwszy się jeszcze do pani odkurzającej podłogę w galerii poszedłem w kierunku dworca, a gdy tam dotarłem miałem już tylko półtorej godziny do odjazdu mojego pociągu. Wyjąłem z plecaka książkę i skracając sobie czas oczekiwania na odjazd pogrążyłem się w lekturze. Pociąg nadjechał jak mi się zdawało bardzo szybo toteż wrzuciwszy tomik do plecaka i wsiadłem o starego wagonu pulmanowskiego mijając w przedziale pana z obsługi pociągu, który wymieniał papier toaletowy i mydło w toalecie. Odruchowo pomyślałem ile mnie w domu czeka sprzątania, te wszystkie kurze, które przyjdzie mi zetrzeć z mebli po powrocie.