sobota, 31 stycznia 2015

Mieszkanie w ciapli.

Dzień na wysokich obrotach, natłok pracy i różnego rodzaju obowiązków. Coś do załatwienia w urzędzie, wizyta lekarska, a tu jeszcze trzeba dziecko ze szkoły czy przedszkola w międzyczasie odebrać, zrobić zakupy i na sam koniec posprzątać w domu.
To ma czasami miejsce i to nie z powodu tego, że przekładamy coś na ostatnią chwilę, ale jakiś taki zbieg zdarzeń i już.
Właśnie miałam taki dzień. Na dodatek nie był jakoś szczególnie zaplanowany. Tylko miałam iść ustalić termin do lekarza, a zapisy są tylko od 9 do 11.
Zaczęło się już rano jak szykowałam dzieci do szkoły. Na sam początek zaspaliśmy. Potem szykowałam śniadanie w pośpiechu czego skutkiem było upuszczenie posmarowanej masłem kromki na podłogę oczywiście smarowanym w dół. Jakby tego było mało to nie trafiłam zużytą torebką z herbaty do kosza tylko obok, mleko mi wykipiało. A tak chciałam się wtedy kakaa napić.
Na dodatek dzieci miały wymagania co chcą na drugie śniadanie do szkoły – jakżeby inaczej. Zamiast obojgu robić to samo to jednemu kanapkę z pasztetem, a drugiemu z topionym. Efekt był taki, że pasztet i topiony pospadały mi z noża na podłogę i zostały przeze mnie rozdeptane i rozniesione na kapciach po połowie mieszkania.
Po odprowadzeniu pociech do szkoły i załatwieniu terminu wizyty jak wróciłam i zobaczyłam ten rozbój w kuchni i moje pasztetowe ślady to się załamałam.
Czym prędzej umyłam podłogę w mieszkaniu, wytarłam blat w kuchni i umyłam szafkę pod zlewem obok kosza na śmieci. Najgorzej było z piecem. Mleko zaschło i musiałam się pomęczyć by go doczyścić.
W trakcie sprzątania musiałam zrobić przerwę bo po dzieci trzeba było iść.
Na szczęście ani na lekcje, ani po lekcjach nie spóźniłam się.

piątek, 30 stycznia 2015

Częste sprzątanie dobre dla alergików.


Ostatnio tak mocno alergia dała nam się we znaki, nie pomogły leki bez recepty, więc wybraliśmy się z Elą do alergologa. Dowiedzieliśmy się tyle, że jest wiele alergenów, mogą to być zarówno: pyłki czy pierwiastek chemiczny lub jakiś związek chemiczny. Zrobiliśmy podstawowe testy, dostaliśmy leki, i mamy zalecone używanie delikatniejszych proszków, płynów, żelu, mydła w miarę możliwości antyalergicznego i codziennie ścierać kurze mokrą szmatką bez żadnych płynów, bo też uczulają, często zmieniać pościel, odświeżać ubrania z szaf itp. Jak wróciliśmy do domu to zabraliśmy się za sprzątanie: starłem kurze z mebli, poodsuwałem szafy, wersalkę i odkurzyłem i umyłem podłogę w miejscach trudno dostępnych, odkurzyłem cały pokój, odkurzyłem grzejnik, wytarcie kurzy z obrazów/ lamp/ bibelotów/książek itp. zabrało najwięcej czasu, wytarłem kurz z parapetu, w tym czasie Ela wysprzątała mały pokój, pomogłem odsuwać meble i sofę. Kuchnię i łazienkę zostawiliśmy na koniec, wcześniej zabraliśmy się za pranie zasłon i firan, w trakcie prania zjedliśmy obiad, mały odpoczynek po jedzeniu i na drugie pranie pościel. Dzień był naprawdę bardzo pracowity, pralka pracowała do wieczora. Wytrzepaliśmy koc, narzuty i do pralki, następnie Ela zabrała się za kuchnię: pościerała kurze ze wszystkich powierzchni, umyła blaty, zlewozmywak, umyła podłogę, ja zabrałem się za łazienkę: umyłem płytki na ścianach, umyłem i wypolerowałem lustro i elementy szklane oświetlenia, wyszorowałem i zdezynfekowałem toaletę, wyczyściłem wannę i umyłem pralkę na zewnątrz, starłem podłogę i zakończyłem robotę. Na kolację żeby się odkazić po sprzątaniu wypiliśmy po drinku zjedliśmy kanapki, poszliśmy się wykąpać i nie pamiętam, kiedy tak wcześnie zasnęliśmy…

Po imprezie...

Najgorszą czynnością po każdej imprezie jest jest sprzątanie po gościach. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tym, jest posprzątanie od razu, dlatego też wziąłem się za to tuż po pożegnaniu ostatnich gości. 

Pierwszą czynnością jaką robię po każdej imprezie, która odbywa się w moim mieszkaniu, jest wietrzenie całego mieszkania, a żeby te wszystkie zapachy z jedzenia i alkoholu, zostały zastąpione świeżym i chłodnym powietrzem. Następnie zebrałem wszystkie śmieci, znajdujące się na stole, a także puste butelki, szklanki i kieliszki, po czym wyniosłem je do kuchni. No i teraz najważniejsza część mojego sprzątania, czyli w ruch idzie szmatka do kurzu i płyn do czyszczenia, starłem wszystkie kurze, uporządkowałem resztę rzeczy, wyczyściłem i usunąłem plamy, które pozostały po szklankach lub po rozlanych napojach. Ostatnim etapem w całej tej mojej operacji jest odkurzanie, poodkurzałem całą podłogę oraz dywan z okruszków, paprochów i resztek jedzenia. 

I to wszystko... 

Goście, imprezy i sprzątanie - co mają wspólnego

Zbliża się weekend, praktycznie już jest. A weekendy to tak mogą kojarzyć się z imprezami, gośćmi. Zwróciliście kiedyś uwagę, jaka jest zależność między tym, że odwiedzają nas goście, a sprzątaniem? Otóż jedno ściśle powiązane jest z drugim. Gdy np. zapraszamy grupę znajomych na imieninowe przyjęcie, to wypada wcześniej posprzątać dom, żeby było schludnie i czysto. Niemniej wiadomo, że po przyjęciach, nawet najmniejszych, też trzeba sprzątnąć, to całkiem naturalne. Jednak moja refleksja jest taka, że trochę inne jest sprzątanie przed imprezą, a trochę inne po niej. Na pewno przed przyjście imprezowiczów warto zwrócić uwagę na czystość łazienki. Tu niezbędne jest mycie i dezynfekcja toalety. Mycie umywalek i wanny czy kabiny prysznicowej – w zależności, co kto ma – też jest wskazane. Zwłaszcza, jeżeli goście mają u nas nocować. Uzupełnienie mydła, papieru toaletowego oraz wymiana ręczników na czyste, to małe drobiazgi, ale dość istotne. W pokoju, w salonie czy w innym pomieszczeniu gdzie ma odbyć się impreza takim, chyba najważniejszym elementem sprzątania jest wytarcie kurzy ze wszystkich powierzchni. Warto też przypilnować, żeby ubrania i inne zbędne bibeloty były pochowane na właściwych miejscach. Żeby na półkach książki rzeczy na wystawę były ładnie poukładane. Po imprezie na pewno nazbiera się stos brudnych naczyń, także gwarantowane, że czekać nas będzie umycie lub chociaż wstawienie brudnych naczyń do zmywarki. I pewnie beż opróżnienia kosza na śmieci też się nie obejdzie. Do takich wspólnych elementów sprzątania, które należy zrobić zarówno przed przyjściem gości, jak i po ich wyjściu można śmiało zaliczyć odkurzanie oraz mycie podłóg. Także sami widzicie, że sprzątanie domu jest wpisane w naszą codzienność, a tak od święta przy imprezach jest go nawet więcej.

czwartek, 29 stycznia 2015

W kuleczkowie

Moja znajoma niedawno poprosiła mnie bym pomogła jej w pracy. Pracuje ona w sali zabaw dla dzieci. Koleżanka, z którą miała być na zmianie zachorowała i nie miał kto przyjść na zastępstwo. A, że to była sobota i największy ruch nie zostawiłam biedaczki samej.
Trochę miałam też w tym swój interes. Przy okazji zabrałam ze sobą moje pociechy by się wyszalały.
Zanim rozpoczęły się te urodzinki musiałam się trochę do nich przygotować. Trzeba było mieć jakiś plan działanie, bo dzieci nie mogły się nudzić. Na szczęście koleżanka miała już wszystko przygotowane, a ja tylko się z tym zapoznałam.
Urodziny odbywały się w jednej sali, a druga była wolna, dzięki temu moje szkraby nie musiały siedzieć na zapleczu i się nudzić tylko szalały ile wlezie. Gdy nadeszła pora urodzin, a sala była już gotowa: przystrojona balonami, na stołach było sporo słodyczy, soki, czipsy. Zaprowadziłam je tam i zajęłam się z koleżanką przyjmowaniem gości urodzinowych.
Jak już wszyscy przyszli, przedstawili się i poczuli swobodniej przyniosłyśmy piękny tort.
Potem dzieciaki szalały w basenie z kulkami, skakały na trampolinie, rzucały lotkami do celu. Bawiliśmy się też w szukanie słodkiego skarbu. Najważniejszą częścią programu poza tortem było rozbicie piniaty.
Podczas tych wszystkich zabaw, konkursów wszechobecnego szaleństwa nie mogło zabraknąć bałaganu. Porozrzucanych czipsów, rozdeptanych paluszków, popękanych balonów czy wdeptanego kawałka tortu w dywan.
Jak już impreza się skończyła i wszyscy goście już poszli musiałyśmy znaleźć w sobie jeszcze trochę siły by doprowadzić to pomieszczenie do porządku. Ja zajęłam się czyszczeniem plamy i odkurzaniem dywanu i podłogi. Kasia, moja koleżanka umyła stoły, krzesła. Naczynia jednorazowe wyrzuciłyśmy jak i popękane balony, serpentyny.
Na sam koniec opróżniłyśmy kosz na śmieci, zamknęłyśmy lokal i poszłyśmy do domu.
To był udany choć pracowity dzień, a moje dzieciaki to już padały ze zmęczenia po kilku godzinach dzikiego szaleństwa :)
Warto było sprawić im taką frajdę.

Folia aluminiowa - po co i na co?

Folię aluminiową każdy z nas zna, i zapewne nie raz używał w kuchni podczas kulinarnych przygód, ja jednak postanowiłem użyć folię aluminiową do sprzątania, czyszczenia i wielu innych rzeczy. Co najważniejsze, folia zwinięta w kulkę nie powoduje żadnych zarysowań.

Sprzątając w kuchni, wziąłem kawałek folii aluminiowej i zwinąłem w kulkę, po czym wziąłem się za wyczyszczenie czajnika gazowego, a następnie teflonową patelnię, naczynia żaroodporne, a także przypalone garnki.

Jakiś czas temu, stępiły mi się nożyczki, chciałem je wyrzucić do śmietnika, jak to mam w zwyczaju i kupić nowe. Jednak ostatnią parę nożyczek postanowiłem zostawić i spróbować naostrzyć, poszukałem różnych informacji w sieci, czy są jakieś domowe sposoby na naostrzenie nożyczek. Znalazłem pewne informacje z zastosowaniem właśnie folii aluminiowej, a mianowicie złożyć kawałek folii w pół, i przejechać parokrotnie po ostrzach.

Czy podczas malowania można zastosować folię aluminiową? Tak, gdyż sam stosuje do zabezpieczenia przed nieplanowanym pomalowaniem drobnych elementów farbą, np. klamek, kontaktów. A także, folię można zastosować do zabezpieczenia tacki od wałka, a to nie jest łatwe, bo sam osobiście nieraz się namęczyłem z wyczyszczeniem tacki, a a szczególności jak została na niej zaschnięta farba. Dlatego, obłożyłem tackę folią aluminiową, a po malowaniu zdjąłem i wyrzuciłem.

To tyle...

środa, 28 stycznia 2015

Toaleta i kobel

Czy zdarzyło się Wam kiedyś korzystać z publicznej toalety? Myślę, że tak. Chyba każdy był w takiej sytuacji na przykład w podróży lub podczas zakupów w centrum handlowym, że musiał iść do publicznego WC.
Szczerze mówiąc staram się unikać takich miejsc, ale nigdy nie wiadomo co i kiedy nas przymusi by udać się w takie miejsce.
Można powiedzieć, że są toalety i kible. Te pierwsze to zazwyczaj mieszczą się w centrach handlowych, przychodniach, urzędach, restauracjach i tym podobnych instytucjach. Te gorsze czyli kible to zazwyczaj są na dworcach i kiepskich lokalach gastronomicznych typu bar. Łatwo je odróżnić od siebie. Przeważnie toalety są zadbane, czyste, dezynfekowane i myte kilka razy dziennie. I mimo natłoku osób, które z nich korzystają unosi się w nich miły zapach, który świadczy o czystości tychże pomieszczeń. Do takiej toalety warto iść, bo nie odstrasza od przekroczenia jej progu. Niestety o kiblach już tego powiedzieć nie można. Zanim się do nich wejdzie to już odstraszają klienta swym brzydkim zapachem. A i w niejednym brak jest papieru toaletowego czy kostki odświeżającej.
Dziwne jest to, że kible są przeważnie droższe od toalety, które są nieraz za darmo, a niczego w nich nie brakuje. Osoby, które dbają o ich czystość nie zapominają uzupełnić papieru toaletowego i ręczników papierowych czy nawet mydła w płynie. Nieraz można nawet spotkać panią, która akurat myje cześć ubikacji. A kibel pozostawiony sam sobie. Tam brakuje tylko napisu jak JAK WYJDZIESZ TO UMYJ PO SOBIE POMIESZCZENIE :)



wtorek, 27 stycznia 2015

Miłe porządki…


Dzisiaj skończyłem szybciej pracę, gdy wróciłem do domu pomyślałem, że zrobię duże zakupy zanim Ela wróci do domu. Sprawdziłem, co jest w lodówce, w szafkach, zrobiłem listę i muszę powiedzieć dość długa była. Zabrałem duży plecak, dwie duże siatki, portfel z gotówką dla bezpieczeństwa zabrałem kartę na wszelki wypadek, jakby brakło gotówki. Zakupy zajęły prawie dwie godziny, gdy wróciłem, zastałem karteczkę od Eli, że z koleżanką wybrały się na basen. Wypakowałem produkty na stole: nabiał, owoce i warzywa, produkty suche oraz kawę, herbatę oraz wytrawne czerwone wino na wieczór.   Zabrałem się za mycie lodówki, przed wyjściem włączyłem na rozmrażanie, teraz zastałem mokre ścierki na podłodze. Na początek: starłem ścierką wodę, wyciągnąłem półki, umyłem w środku całą lodówkę, umyłem półki oraz szuflady, zabrałem się za mycie lodówki z zewnątrz. Po skończeniu włączyłem i po czasie napełniłem produktami. Zabrałem się za chowanie innych produktów do szafek. Na początek zabrałem się za mycie szafek, mebli z zewnątrz, jak wyschły to poukładałem produkty, jeszcze umyłem stół i blaty, na koniec odkurzyłem podłogę i umyłem. Muszę przyznać, że troszkę pracochłonne te zakupy… Jak Ela wróciła, pytam, co kochanie robimy, Ela czujna, podbiegła do mnie ucałowała, może… aha jedziemy na zakupy, a później będziemy mieli miły wieczór. Zakupy odparłem, Ela z uśmiechem najpierw obowiązki później przyjemność. To super, zakupy zrobiłem wcześniej, to, na czym skończyliśmy. Dziewczyna zaskoczona wyrwała mi się i uciekła sprawdzić lodówkę, później szafki to się postarałeś, to będziemy mieli więcej czasu dla siebie…

poniedziałek, 26 stycznia 2015

czyszczenie gumy na trampkach...

Dzisiaj napiszę posta dość krótkiego, lecz jednak bardzo treściwego, a mianowicie o czyszczeniu gumowej podeszwy w trampkach. Może jednak nie jest to, aż tak fascynujące jak czyszczenie innych rzeczy w moim domu, lecz jednak od czasu do czasu nawet trampki wymagają odświeżenia.

W arsenale skompletowałem, ściereczkę, mleczko do szorowania, szczotecvzkę do zębów, a także zmywacz do paznokci czy też inny rozpuszczalnik na bazie spirytusu ;).

Nałożyłem mleczko do szorowania na szczoteczkę do zębów i zacząłem dokładnie czyścić gumę na moich trampkach, i to tak, a żeby mleczko nie spadło na część materiałową, w sumie to tyle, lecz jednak na gumie zostały plamy, które usunąłem za pomocą zmywacza do paznokci.

I w sumie gotowe... :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Leniwy weekend

Kolejny zimowy weekend upływał sobie pod znakiem nadrabiania zaległości serialowych, a mam co nadrabiać bo z gatunku SF kilka dobrych seriali wyszło i czas to w końcu pooglądać. Tak mnie to wciągnęło, że z czystej oszczędności czasu zamówiłem sobie dużą pizzę zamiast tradycyjnie coś sobie na obiad ugotować. Czekając na kuriera zmusiłem się do oderwania wzroku od telewizora i czekając na jedzonko umyłem blaty kuchenne, a po namyśle umyłem kuchenkę mikrofalową i lodówkę z zewnątrz. W końcu stwierdziłem, że skoro i tak już ogarniam kuchnię to nie zawadzi zmyć podłogę. Przynajmniej dałem oczom odpocząć. Tymczasem dzwonek imitujący sygnał tokijskiego metra dał znać, że ktoś czeka przed drzwiami. Kurier z pizzerii miał dobre tempo i mogłem cieszyć się smacznym i ciepłym posiłkiem. Nawiasem mówiąc z kartonem pizzy zasiadłem na powrót przed telewizor odpalając z nośnika usb kolejne odcinki serialu. I tak sobie weekend mijał. Nawet Spaślak skończył focha i licząc na kawałek pizzy pomiaukiwał obok fotela. W końcu wrzuciłem mu skrawek do miski, a że był to ostatni kawałek to wyrzuciłem karton i po krótkim zastanowieniu postanowiłem wyjść jeszcze na kilka minut się przewietrzyć w drodze po niezbyt pilne zakupy.

Pechowy powrót do domu - kocia zemsta

Po kilkudniowej nieobecności w mieście wróciłem do mojego mieszkanka po drodze odbierając Spaślaka spod opieki koleżanki, z którą naprzemiennie opiekujemy się kotami w trakcie wyjazdów.
Wywietrzyłem mieszkanie, nasypałem kocisku pełną miskę jego ulubionej suchej karmy z kurczaka po czym zabrałem się za starcie kurzy z mebli oraz starłem kurze z parapetów w całym mieszkaniu.
Więcej nie musiałem sprzątać więc odpaliłem komputer i zacząłem oglądać kolejny sezon serialu, gdy w połowie odcinka dobiegł mnie brzdęk tłuczonego szkła. Jak się okazało Spaślak siedząc na parapecie tak się zapatrzył na latające za oknem kawki, że musiał niefortunnie machnąć łapą i zrzucił z parapetu naczynie z owocami. Czmychnął pod fotel i ani myślał spod niego wyjść, żadne kiciowanie nie mogło tu pomóc. Cóż brój odwdzięczył się za zostawienie go u Olki. Sprzątnąłem ten niespodziewany bałagan i dokładnie zamiotłem podłogę. Tego dnia na szczęście już nic nie musiałem sprzątać. Usiadłem ponownie do komputera zastanawiając się, kiedy Spaślak wyjdzie spod fotela.

piątek, 23 stycznia 2015

Coś wybuchło!

Dziś podejmę nieco dziwną i tajemniczą sprawę, która dotyczy... A właśnie przekonacie się jak przeczytacie.
Pewnego późnego wieczoru w środku tygodnia już po tak zwanej ciszy nocnej, gdy większość ludzi już spała, a ja z mężem oglądałam jakiś film z dreszczykiem usłyszeliśmy jakiś huk.
Akurat tak się złożyło, że ten dźwięk miał miejsce wraz z jakimś pełnym akcji wątkiem w filmie. Aż oboje podskoczyliśmy z wrażenia. Czym prędzej poszliśmy sprawdzić co i gdzie się stało.
Hałas doprowadził nas do kuchni, w której zobaczyliśmy rozsypany w drobny mak szklany kubek. W sumie gdyby nie ocalałe ucho to trudno byłoby zidentyfikować co się rozbiło, a raczej wybuchło.
Pierwszy ram mi się coś takiego przytrafiło, żeby sama szklanka eksplodowała i to w drobny mak.
Sprzątanie tego pobojowiska trochę mi zajęło. Co większe kawałki to ręcznie pozbierałam z podłogi i szafki, ale te maciupeńkie to zamiotłam, a potem to jeszcze odkurzyłam podłogę. Trudno, że było już po dziesiątej, ale jak mus to mus.

W domu mam dwa rodzaje takich kubków i odziwo rozpadł się ten firmowy a taki zwykły z marketu nie. Co powinno być chyba na odwrót, bo taki z marketu tani to niby gorszy powinien być przecież.

Muszę poczytać czemu tak się dzieje z tymi kubkami. Jak będzie trzeba to się ich pozbędę. Wolałabym nie znaleźć się w sytuacji, gdy w kubku jest gorąca herbata a ten nagle się rozpadnie. Jeszcze dorosły jakoś tam by to przeżył, ale dziecko.
Trzeba pobawić się w detektywa i wyśledzić o co ty chodzi.

Dzień "drewniany"

Wczoraj miałam dzień szklany, czyli czyszczenie i mycie wszystkiego, co jest ze szkła lub co ma elementy szklane. Teraz pora na dzień drewniany, czyli czyszczenie wszystkiego co jest z drewna lub posiada drewniane elementy. Na mieszkaniu mam trochę tych mebli, więc pracy będzie niemało. Ale powinnam się szybko uwinąć, bo to generalnie kwestia starcia kurzy. Dzień drewniany zaczęłam od sprzątania kuchni. Lodówkę, piekarnik i kuchenkę mikrofalową już miałam umyte po dniu szklanym. Zostało mi więc tylko praktycznie umycie blatów/stołów/lad kuchennych. To poszło szybko. Zmyłam od razu też naczynia, bo trochę ich się nazbierało. Jak przystało na dzień drewniany nawet drewnianą deseczkę do krojenia trzeba było umyć. Potem przeszłam do pokoju. Wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów było tutaj głównym zadaniem na teraz. Jak już zabrałam się za ścieranie kurzy, to starłam już wszędzie, z mebli, książek, obrazów i pod różnymi szpargałami. Ciekawostką drewnianego dnia było wycieranie i mycie listew przypodłogowych. Przyznam się, że bardzo rzadko to robię, więc dziś miałam taką specjalną mobilizację. Mycie podłóg zostawiłam sobie już na kolejny dzień. Z mojego drewnianego dnia zrobiło się tylko pół drewnianego dnia, gdyż nadspodziewanie szybko z wszystkim się uwinęłam. W tej sytuacji z drugiej połowy dnia postanowiłam zrobić dzień materiałowy. Czyli wywaliłam wszystkie ubrania z szaf i zaczęłam je segregować. Część ubrań miało iść do wyrzucenia całkiem, część oddawałam znajomym, bo czasem tak wymieniamy się ubraniami, a część poukładałam ponownie na półkach. Wcześniej, korzystając z okazji, że wywaliłam wszystko z szaf, pościerałam te szafy wewnątrz. Przynajmniej była to kontynuacja dnia drewnianego.

czwartek, 22 stycznia 2015

Niezły żart dużo wart…


Jak byliśmy z kumplem na browarku, przypomniał mi się mail od jednej firmy, mówię Wiesiek jest fucha za 5 stówek. Kolega zainteresowany, potwierdza, że pisze się, opowiadam szczegóły mamy wymyśleć hasło, slogan reklamowy czy komentarz na stronie firmowej na temat oświetlenia LED. Po kilku kolejkach mieliśmy taki śmieszny tekst, że zrywaliśmy boki ze śmiechu, bardziej brzmiało to jak żart… Po dwóch dniach dzwoni przedstawiciel firmy, pogratulował pomysłu i humoru, pogratulował wygranej i poprosił o adres do wysyłki bonu na 500 złotych z katalogiem. Po rozmowie zadzwoniłem do Wieśka, stary słuchaj wygraliśmy żarówy i inne produkty za 5 stówek, za nasze wpis, kumpel zakrztusił się ze śmiechu, wpadnij wieczorem coś zamówimy. Wiesiek mówi mam nowe oświetlenie a wpadnę to zamówisz 0,7 l i będzie ok. W następny dzień dotarł kurier, przeglądałem katalog dobre kilka godzin, zapisałem produkty, które zamówię, zawołałem Elę i powiedziałem żeby wybrała jakieś nowe lampy do domu, gdy wszystko opowiedziałem Ela pękała ze śmiechu i niedowierzała. Mieliśmy podobne typy. Zamówiliśmy 3 lampy sufitowe, 1 stojącą, kinkiet za resztę żarówki. Nieoczekiwana fucha mi się trafiła zabawiłem się w elektryka. Większość to wymiana, ale do kinkietu musiałem kuć ścianę i doprowadzić przewód. Wszystkiej pracy na 2-3h a sprzątania pół dnia. Troszkę nakurzyłem musiałem pościerać kurze z mebli, umyłem parapety, odkurzyłem podłogi, grzejniki na koniec pościerałem podłogi po robocie. Jutro tylko zamalować kawałek ściany i oświetlenie zamontowane. Ela była bardzo zadowolona, zwłaszcza, że i tak mieliśmy w planach zakup lampy i kinkietu do salonu, to zaoszczędziliśmy…

Nowe ogłoszenie

    Wracając ze spaceru z nad morza , przechodząc obok nowego osiedla moją uwagę przykuło  duże kolorowe ogłoszenie .
W ogłoszeniu owym było napisane że jakaś firma sprzątająca oferuje duże usługi sprzątające po bardzo korzystnych cenach.
Oferta tej firmy obejmowała takie usługi jak:
Odkurzanie podłóg, mycie podłóg, wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników i parapetów.
Było też podane że wykonują mycie luster i powierzchni szklanych, a nawet
mycie
i polerowanie armatury oraz wiele innych czynności sprzątających, firma wykonywała prawie wszystko w środku mieszkania jak i na zewnątrz.
W ogłoszeniu była też informacja, że mają zniżki dla ludzi zapracowanych.
Widać było duże zainteresowanie ludzi młodych i dziwili się takim nietypowym zniżkom.
Muszę przyznać byłam trochę też zaskoczona taką ofertą, bo przeważnie zniżki dostają ludzie starsi lub studenci.
Ale pomyślałam sobie dobry sposób na rozkręcenie nowej firmy.

Wróciłam więc do siebie i zaczęłam także robić porządki w domu.

czyszczenie pędzli do makijażu, czyli prosty sposób na...

Dziś napisze o czymś, co wprawdzie mnie nie dotyczy, gdyż nigdy nie używałem, a także nigdy nie będę używał pewnego asortymentu, a mowa tu o pędzlach do makijażu. Jednakże podpatrzyłem, jak sobie radzi z tym moja narzeczona, zajmuje się czyszczeniem owego sprzętu, więc postanowiłem napisać o tym post :). 

Wypytując ją o arsenał, jaki używa do czyszczenia swoich pędzli, dowiedziałem się że w arsenale znajduje się oliwa z oliwek, papierowy ręcznik, woda, szampon do włosów, a także chusteczka do demakijażu.

Na sam początek, moja narzeczona miesza szampon do włosów z oliwą z oliwek w proporcji 3:1, w tym "roztworze" zanurza pędzle do makijażu, aż roztwór zacznie się pienić i zmieniać kolor, co oznacza że nagromadzony brud na pędzlach jest usuwany, po tej operacji, pędzle są czyszczone w bieżącej wodzie, a następnie, położone na papierowym ręczniku do wysuszenia i wyczyszczeniu resztek, za pomocą chusteczki.

Mówiąc w skrócie, to nie jest moja domena, ale z tego co zaobserwowałem, sposób ten naprawdę działa, przynajmniej u mojej narzeczonej :).

Dzień "szklany"

Lubię sobie zawsze wcześniej zaplanować dzień, to znaczy przemyśleć co chcę, co powinnam zrobić. Robię sobie coś niby mini plan dnia. Oczywiście nie zawsze wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale jest też tak, że zrobię coś więcej niż zaplanowałam. Na najbliższy czas postanowiłam urządzić nietypowe sprzątanie – ot tak, żeby było ciekawiej. Dzisiaj miał być tzw. dzień szklany, czyli sprzątanie i czyszczenie wszystkiego, co jest związane z rzeczami lub elementami szklanymi. Zaczęłam tak rozglądać się po mieszkaniu, chodzić po wszystkich pomieszczeniach po kolei i okazało się, że tych rzeczy wcale tak mało nie jest. Bo czyszczenie szkła to nie tylko mycie 1luster i okien. A nawet te rzeczy zostawiłam sobie na koniec. Na pierwszy plan poszło mycie łazienki, a ściślej - mycie pralki z zewnątrz. Nie mam szklanej pralki, tylko same drzwiczki, ale już umyłam całą pralkę. Potem przeszłam do kuchni. Tu miałam do zrobienia rzeczy takie jak umycie zewnętrznej powierzchni lodówki/kuchenki mikrofalowej/piekarnika oraz umycie lub wstawienie brudnych naczyń do zmywarki (jeszcze się nie zdecydowałam co). Zaczęłam od lodówki, umyłam ją też w środku, tam przecież były szklane półki. Oczywiście umyłam nie tylko te szklane. Potem piekarnik i mikrofalówkę też w środku przetarłam. Jeśli chodzi o naczynia (nie tylko szklane), to włożyłam je jednak do zmywarki. Następnie zabrałam się za żarówki, czyli ogólnie za czyszczenie zewnętrzne lamp/elementów oświetlenia w całym mieszkaniu. Na koniec szklanego sprzątania zostało mi mycie wszystkich luster. Wypolerowałam je też ładnie. A już na deser zostawiłam sobie mycie okien. Nie wiem czemu, ale właśnie okna sprawiają mi największą frajdę. Na jutro zaplanowałam dzień drewniany.

środa, 21 stycznia 2015

Coś dla innych i siebie.

Witam wszystkich po baaaaaardzo długim urlopie. Chyba za długim, bo pomysły które miałam na temat tego co mogę dodać o sprzątaniu zdążyły całkowicie wyparować z mej głowy.
Nie. Jednak coś mi jeszcze w tek główce zostało.
Kilka dni temu pojawiło się na drzwiach naszej klatki ogłoszenie o zbiórce odzieży dla potrzebujących. Już nie pamiętam czy to było z Caritas, PCK czy jakiejś innej organizacji.
Pomyślałam, że to dobra okazja na uporządkowanie rzeczy w szafach, przejrzenie tego co już jest za małe na dzieci lub w czym w ogóle już nie chodzą.
Zawsze coś tam się znajdzie. A, że rodzinę mamy dość duża i niektórzy nasi krewni są dość chojni to troszkę się tych ubrań nazbierało.
Najpierw zaczęłam przegląd w szafie syna. U niego dość szybko poszło. Jak to u chłopaka nie było zbytnio problemu gdyż garderoba jest dość uboga. Raptem znalazło się kilka bluzek, sweter i z dwie pary spodni.
Na jednej kupkę odłożyłam te dobre rzeczy, a na drugiej te do oddania.
Następnie zabrałam się za szafę córeczki. Oj, tam to była przeprawa.
Dziewczynki chyba mają jakiś sentyment do ubrań czy przywiązanie, bo zaraz przyleciała moja pociecha i mną dyrygowała tego nie oddam bo jest jeszcze dobre, a to ubiorę obiecuję ( a już z rok w szafie leży nietknięte), a tą dresówkę zostaw ( to nic, że ma ich z sześć i nie nadąża we wszystkich chodzić).
Na szczęście dała sobie wytłumaczyć, że te rzeczy dostaną dzieci, których np. Rodzice nie pracują lub gdzie jest dużo dzieci w rodzinie i nie starcza pieniędzy na wszystko.
Po przesegregowaniu wszystkich ubrań zabrałam się za wytarcie kurzy na półkach w szafach, umyciu ich frontów, a także porządnym wytarciu kurzy na samej górze.
Rzeczy do oddania poskładałam i zapakowałam do worków, a te dobre na nowo zostały poukładane w szafach.
Mam nadzieję, że te rzeczy, które oddaliśmy komuś przyniosły wiele radości.

Remont w przychodni.


Wszędzie remonty, obok naszej dentystki na piętrze remont gabinetów. Wszędzie kurz, pył, że oddychać trudno. Pacjenci wychodzili na schody obok okna, aby zaczerpnąć powietrza. Najlepsza była ekipa remontowa, sami praktykanci czy nowicjusze, nie wiedzieli, za co mają się zabrać. Podczas ponad godzinnego oczekiwania na naszą kolejkę, Panowie robotnicy schodzili na papieroska 5 razy, jak jeden kazał drugiemu przynieść wałek do malowania to kolega poszedł i wrócił za 15 minut, nagle krzyki a gdzie rączka dobra idę i poszedł ponownie wrócił za 10 minut. Podczas pracy Panowie wychodzili ciągle na korytarz i siadali na krzesełkach i rozmawiali o imprezie. Dopiero jak siostra z gabinetu wyszła i ich pogoniła to brali się do roboty. Najwięcej pracy miała Pani sprzątaczka: 2 razy zmywała schody, myła poręcze schodów, myła podłogi, myła drzwi i przecierała okna i parapety z kurzu. Gdy jeden z robotników przysiadł się obok i zaczął zagadywać ile to roboty mają, zaśmiałem się i mówię przerwy też długie sobie robicie, pewnie szefa nie ma. Grzesiek przytaknął, że tynkują ściany i mają pomalować, dzisiaj pracują drugi dzień, a na wykonanie mają 2 tygodnie, to musimy stwarzać pozory. Podpowiadam żeby folię, jakąś zasłonę zamontowali w korytarzu, aby bezpośrednio kurz i pył nie leciał na cały korytarz, przytakuje, że też o tym myślał, ale kolegom się nie chce. Nawet siostry zwracały na to uwagę. Tragedia z tymi pracownikami, podsumowała Ela. Jak wychodziliśmy to wisiała foliowa kotara, a panowie myli krzesła i podłogę. Mam nadzieję, że jak będziemy robić remont to trafimy na fachowców a nie takich partaczy…