piątek, 23 stycznia 2015

Dzień "drewniany"

Wczoraj miałam dzień szklany, czyli czyszczenie i mycie wszystkiego, co jest ze szkła lub co ma elementy szklane. Teraz pora na dzień drewniany, czyli czyszczenie wszystkiego co jest z drewna lub posiada drewniane elementy. Na mieszkaniu mam trochę tych mebli, więc pracy będzie niemało. Ale powinnam się szybko uwinąć, bo to generalnie kwestia starcia kurzy. Dzień drewniany zaczęłam od sprzątania kuchni. Lodówkę, piekarnik i kuchenkę mikrofalową już miałam umyte po dniu szklanym. Zostało mi więc tylko praktycznie umycie blatów/stołów/lad kuchennych. To poszło szybko. Zmyłam od razu też naczynia, bo trochę ich się nazbierało. Jak przystało na dzień drewniany nawet drewnianą deseczkę do krojenia trzeba było umyć. Potem przeszłam do pokoju. Wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów było tutaj głównym zadaniem na teraz. Jak już zabrałam się za ścieranie kurzy, to starłam już wszędzie, z mebli, książek, obrazów i pod różnymi szpargałami. Ciekawostką drewnianego dnia było wycieranie i mycie listew przypodłogowych. Przyznam się, że bardzo rzadko to robię, więc dziś miałam taką specjalną mobilizację. Mycie podłóg zostawiłam sobie już na kolejny dzień. Z mojego drewnianego dnia zrobiło się tylko pół drewnianego dnia, gdyż nadspodziewanie szybko z wszystkim się uwinęłam. W tej sytuacji z drugiej połowy dnia postanowiłam zrobić dzień materiałowy. Czyli wywaliłam wszystkie ubrania z szaf i zaczęłam je segregować. Część ubrań miało iść do wyrzucenia całkiem, część oddawałam znajomym, bo czasem tak wymieniamy się ubraniami, a część poukładałam ponownie na półkach. Wcześniej, korzystając z okazji, że wywaliłam wszystko z szaf, pościerałam te szafy wewnątrz. Przynajmniej była to kontynuacja dnia drewnianego.