Idąc po zakupy z niesmakiem przyglądałem się ulicom i
chodnikom, na których resztki śniegu toczyły daremną walkę z piaskiem, solą i
przede wszystkim z dodatnią temperaturą. Świat to widziałby w styczniu było
pięć stopni w plusie. W osiedlowym spożywczaku dojrzałem przez okno jak sprzedawczyni
korzystając z braku klientów zmywa podłogę, no tak w taką chlapę, co chwile
nanosi się błoto. Zakupy zrobiłem w moim ulubionym markecie, tam też
sprzątaczki miały robotę. Wracając
zaważyłem, że jeszcze w większości okien sklepowych i na wielu domach świecą
się ozdoby świąteczne, no i w sumie dobrze, bo ledwie się zaczął nowy rok. Sam
też włączyłem lampki na choince, gdy już wróciłem do domu z zakupów. Tylko
szkoda, że nie ma śniegu, jego brak totalnie rujnuje atmosferę tego okresu roku. Zanim usiadłem do komputera zmyłem stół i
blaty kuchenne, bo wydawało mi się, że ostatnio zrobiłem to niedokładnie.
Odkurzyłem jeszcze podłogę w pokoju, w którym Spaślak musiał stracić trochę sierści
ganiając za mechaniczną myszką. W końcu wyszukałem mój świąteczno-zimowy kubek,
zaparzyłem sobie kawy i usiadłem przed monitorem komputera. Czas na kolejne sprzątanie,
tym razem na twardym dysku.