Ostatnio tak mocno alergia dała nam się we znaki, nie
pomogły leki bez recepty, więc wybraliśmy się z Elą do alergologa.
Dowiedzieliśmy się tyle, że jest wiele alergenów, mogą to być zarówno: pyłki
czy pierwiastek chemiczny lub jakiś związek chemiczny. Zrobiliśmy podstawowe
testy, dostaliśmy leki, i mamy zalecone używanie delikatniejszych proszków,
płynów, żelu, mydła w miarę możliwości antyalergicznego i codziennie ścierać
kurze mokrą szmatką bez żadnych płynów, bo też uczulają, często zmieniać pościel,
odświeżać ubrania z szaf itp. Jak wróciliśmy do domu to zabraliśmy się za
sprzątanie: starłem kurze z mebli, poodsuwałem szafy, wersalkę i odkurzyłem i
umyłem podłogę w miejscach trudno dostępnych, odkurzyłem cały pokój, odkurzyłem
grzejnik, wytarcie kurzy z obrazów/ lamp/ bibelotów/książek itp. zabrało
najwięcej czasu, wytarłem kurz z parapetu, w tym czasie Ela wysprzątała mały
pokój, pomogłem odsuwać meble i sofę. Kuchnię i łazienkę zostawiliśmy na
koniec, wcześniej zabraliśmy się za pranie zasłon i firan, w trakcie prania
zjedliśmy obiad, mały odpoczynek po jedzeniu i na drugie pranie pościel. Dzień
był naprawdę bardzo pracowity, pralka pracowała do wieczora. Wytrzepaliśmy koc,
narzuty i do pralki, następnie Ela zabrała się za kuchnię: pościerała kurze ze
wszystkich powierzchni, umyła blaty, zlewozmywak, umyła podłogę, ja zabrałem
się za łazienkę: umyłem płytki na ścianach, umyłem i wypolerowałem lustro i
elementy szklane oświetlenia, wyszorowałem i zdezynfekowałem toaletę,
wyczyściłem wannę i umyłem pralkę na zewnątrz, starłem podłogę i zakończyłem
robotę. Na kolację żeby się odkazić po sprzątaniu wypiliśmy po drinku zjedliśmy
kanapki, poszliśmy się wykąpać i nie pamiętam, kiedy tak wcześnie zasnęliśmy…