Witam wszystkich po
baaaaaardzo długim urlopie. Chyba za długim, bo pomysły które
miałam na temat tego co mogę dodać o sprzątaniu zdążyły
całkowicie wyparować z mej głowy.
Nie. Jednak coś mi jeszcze
w tek główce zostało.
Kilka dni temu pojawiło się
na drzwiach naszej klatki ogłoszenie o zbiórce odzieży dla
potrzebujących. Już nie pamiętam czy to było z Caritas, PCK czy
jakiejś innej organizacji.
Pomyślałam, że to dobra
okazja na uporządkowanie rzeczy w szafach, przejrzenie tego co już
jest za małe na dzieci lub w czym w ogóle już nie chodzą.
Zawsze coś tam się
znajdzie. A, że rodzinę mamy dość duża i niektórzy nasi krewni
są dość chojni to troszkę się tych ubrań nazbierało.
Najpierw zaczęłam przegląd
w szafie syna. U niego dość szybko poszło. Jak to u chłopaka nie
było zbytnio problemu gdyż garderoba jest dość uboga. Raptem
znalazło się kilka bluzek, sweter i z dwie pary spodni.
Na jednej kupkę odłożyłam
te dobre rzeczy, a na drugiej te do oddania.
Następnie zabrałam się za
szafę córeczki. Oj, tam to była przeprawa.
Dziewczynki chyba mają
jakiś sentyment do ubrań czy przywiązanie, bo zaraz przyleciała
moja pociecha i mną dyrygowała tego nie oddam bo jest jeszcze
dobre, a to ubiorę obiecuję ( a już z rok w szafie leży
nietknięte), a tą dresówkę zostaw ( to nic, że ma ich z sześć
i nie nadąża we wszystkich chodzić).
Na szczęście dała sobie
wytłumaczyć, że te rzeczy dostaną dzieci, których np. Rodzice
nie pracują lub gdzie jest dużo dzieci w rodzinie i nie starcza
pieniędzy na wszystko.
Po przesegregowaniu
wszystkich ubrań zabrałam się za wytarcie kurzy na półkach w
szafach, umyciu ich frontów, a także porządnym wytarciu kurzy na
samej górze.
Rzeczy do oddania
poskładałam i zapakowałam do worków, a te dobre na nowo zostały
poukładane w szafach.
Mam nadzieję, że te
rzeczy, które oddaliśmy komuś przyniosły wiele radości.