Moja znajoma
niedawno poprosiła mnie bym pomogła jej w pracy. Pracuje ona w sali
zabaw dla dzieci. Koleżanka, z którą miała być na zmianie
zachorowała i nie miał kto przyjść na zastępstwo. A, że to była
sobota i największy ruch nie zostawiłam biedaczki samej.
Trochę miałam też
w tym swój interes. Przy okazji zabrałam ze sobą moje pociechy by
się wyszalały.
Zanim rozpoczęły
się te urodzinki musiałam się trochę do nich przygotować. Trzeba
było mieć jakiś plan działanie, bo dzieci nie mogły się nudzić.
Na szczęście koleżanka miała już wszystko przygotowane, a ja
tylko się z tym zapoznałam.
Urodziny odbywały
się w jednej sali, a druga była wolna, dzięki temu moje szkraby
nie musiały siedzieć na zapleczu i się nudzić tylko szalały ile
wlezie. Gdy nadeszła pora urodzin, a sala była już gotowa:
przystrojona balonami, na stołach było sporo słodyczy, soki,
czipsy. Zaprowadziłam je tam i zajęłam się z koleżanką
przyjmowaniem gości urodzinowych.
Jak już wszyscy
przyszli, przedstawili się i poczuli swobodniej przyniosłyśmy
piękny tort.
Potem dzieciaki
szalały w basenie z kulkami, skakały na trampolinie, rzucały
lotkami do celu. Bawiliśmy się też w szukanie słodkiego skarbu.
Najważniejszą częścią programu poza tortem było rozbicie
piniaty.
Podczas tych
wszystkich zabaw, konkursów wszechobecnego szaleństwa nie mogło
zabraknąć bałaganu. Porozrzucanych czipsów, rozdeptanych
paluszków, popękanych balonów czy wdeptanego kawałka tortu w
dywan.
Jak już impreza się
skończyła i wszyscy goście już poszli musiałyśmy znaleźć w
sobie jeszcze trochę siły by doprowadzić to pomieszczenie do
porządku. Ja zajęłam się czyszczeniem plamy i odkurzaniem dywanu
i podłogi. Kasia, moja koleżanka umyła stoły, krzesła. Naczynia
jednorazowe wyrzuciłyśmy jak i popękane balony, serpentyny.
Na sam koniec
opróżniłyśmy kosz na śmieci, zamknęłyśmy lokal i poszłyśmy
do domu.
To był udany choć
pracowity dzień, a moje dzieciaki to już padały ze zmęczenia po
kilku godzinach dzikiego szaleństwa :)
Warto było sprawić
im taką frajdę.