czwartek, 15 stycznia 2015

Sprzątać czy uczyć się? - oto jest pytanie



Zaczął się właśnie gorący okres egzaminów, zaliczeń, jednym słowem sesja. W tym semestrze mam wyjątkowo dużo egzaminów! Niestety, zawsze w takim gorąco-naukowym okresie robię wszystko, żeby tylko się nie uczyć. Nagle znajduje się tysiące rzeczy, które muszę zrobić właśnie w tym momencie, gdy trzeba się uczyć. Dziś postanowiłam porządnie przysiąść nad książkami. Usiadłam już o 16-tej. Po czym poszłam do kuchni zrobić herbatę. Wróciłam, usiadłam, czytam. Przypomniałam sobie, że cytryna do herbaty by się przydała, poszłam po nią. Później kolejna wycieczka do kuchni po ciasteczka. Siostra, która tam siedziała zagadnęła mnie w końcu „Co ty tak chodzisz tam i z powrotem, zabrała byś się za jakąś robotę. Weź się chociaż za umycie lub wstawienie brudnych naczyń do zmywarki, a nie udawaj, że się uczysz”. I faktycznie zabrałam się za sprzątanie kuchni. Siostra wynknęła się szybko, chyba się bała, że ją do pomocy zatrudnię. Najpierw zabrałam się za umycie blatów/stołów/lad kuchennych. Umycie zewnętrznej powierzchni lodówki/kuchenki mikrofalowej/piekarnika też było lepszym zajęciem zamiast uczenia się. Kuchnia wcale taka brudna nie była, ale co tam! Przypomniałam sobie, że miałam szafkę z garnkami kiedyś posprzątać, wytrzeć ją trochę w środku i poukładać ładnie garczki i patelnie. Teraz była na to świetna sposobność. Gdy skończyłam porządki w szafce z zapałem zabrałam się za umycie i wypolerowanie armatury/zlewozmywaka, lśniły naprawdę wspaniale po tych moich staraniach. Na końcu zostało mi umycie podłogi. Nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności. Tym sposobem zrobiła się godzina 23-cia. Zanim przygotowałam sobie coś do jedzenia, bo bardzo zgłodniałam po pracy, była już północ. Także skończyło się jak zawsze, że do nauki usiadłam o północy.