Zaczął się właśnie gorący okres egzaminów, zaliczeń, jednym
słowem sesja. W tym semestrze mam wyjątkowo dużo egzaminów! Niestety, zawsze w
takim gorąco-naukowym okresie robię wszystko, żeby tylko się nie uczyć. Nagle
znajduje się tysiące rzeczy, które muszę zrobić właśnie w tym momencie, gdy
trzeba się uczyć. Dziś postanowiłam porządnie przysiąść nad książkami. Usiadłam
już o 16-tej. Po czym poszłam do kuchni zrobić herbatę. Wróciłam, usiadłam,
czytam. Przypomniałam sobie, że cytryna do herbaty by się przydała, poszłam po
nią. Później kolejna wycieczka do kuchni po ciasteczka. Siostra, która tam
siedziała zagadnęła mnie w końcu „Co ty tak chodzisz tam i z powrotem, zabrała
byś się za jakąś robotę. Weź się chociaż za umycie lub wstawienie brudnych
naczyń do zmywarki, a nie udawaj, że się uczysz”. I faktycznie zabrałam się za
sprzątanie kuchni. Siostra wynknęła się szybko, chyba się bała, że ją do pomocy
zatrudnię. Najpierw zabrałam się za umycie blatów/stołów/lad kuchennych. Umycie
zewnętrznej powierzchni lodówki/kuchenki mikrofalowej/piekarnika też było
lepszym zajęciem zamiast uczenia się. Kuchnia wcale taka brudna nie była, ale
co tam! Przypomniałam sobie, że miałam szafkę z garnkami kiedyś posprzątać,
wytrzeć ją trochę w środku i poukładać ładnie garczki i patelnie. Teraz była na
to świetna sposobność. Gdy skończyłam porządki w szafce z zapałem zabrałam się
za umycie i wypolerowanie armatury/zlewozmywaka, lśniły naprawdę wspaniale po tych
moich staraniach. Na końcu zostało mi umycie podłogi. Nie mogłam odmówić sobie
tej przyjemności. Tym sposobem zrobiła się godzina 23-cia. Zanim przygotowałam
sobie coś do jedzenia, bo bardzo zgłodniałam po pracy, była już północ. Także
skończyło się jak zawsze, że do nauki usiadłam o północy.