Po kilkudniowej nieobecności w mieście
wróciłem do mojego mieszkanka po drodze odbierając Spaślaka spod
opieki koleżanki, z którą naprzemiennie opiekujemy się kotami w
trakcie wyjazdów.
Wywietrzyłem mieszkanie, nasypałem
kocisku pełną miskę jego ulubionej suchej karmy z kurczaka po czym
zabrałem się za starcie kurzy z mebli oraz starłem kurze z
parapetów w całym mieszkaniu.
Więcej nie musiałem sprzątać więc
odpaliłem komputer i zacząłem oglądać kolejny sezon serialu, gdy
w połowie odcinka dobiegł mnie brzdęk tłuczonego szkła. Jak się
okazało Spaślak siedząc na parapecie tak się zapatrzył na
latające za oknem kawki, że musiał niefortunnie machnąć łapą i
zrzucił z parapetu naczynie z owocami. Czmychnął pod fotel i ani
myślał spod niego wyjść, żadne kiciowanie nie mogło tu pomóc.
Cóż brój odwdzięczył się za zostawienie go u Olki. Sprzątnąłem
ten niespodziewany bałagan i dokładnie zamiotłem podłogę. Tego
dnia na szczęście już nic nie musiałem sprzątać. Usiadłem
ponownie do komputera zastanawiając się, kiedy Spaślak wyjdzie
spod fotela.