Wszędzie remonty, obok naszej dentystki na piętrze remont
gabinetów. Wszędzie kurz, pył, że oddychać trudno. Pacjenci wychodzili na
schody obok okna, aby zaczerpnąć powietrza. Najlepsza była ekipa remontowa, sami
praktykanci czy nowicjusze, nie wiedzieli, za co mają się zabrać. Podczas ponad
godzinnego oczekiwania na naszą kolejkę, Panowie robotnicy schodzili na
papieroska 5 razy, jak jeden kazał drugiemu przynieść wałek do malowania to
kolega poszedł i wrócił za 15 minut, nagle krzyki a gdzie rączka dobra idę i poszedł
ponownie wrócił za 10 minut. Podczas pracy Panowie wychodzili ciągle na
korytarz i siadali na krzesełkach i rozmawiali o imprezie. Dopiero jak siostra
z gabinetu wyszła i ich pogoniła to brali się do roboty. Najwięcej pracy miała
Pani sprzątaczka: 2 razy zmywała schody, myła poręcze schodów, myła podłogi,
myła drzwi i przecierała okna i parapety z kurzu. Gdy jeden z robotników
przysiadł się obok i zaczął zagadywać ile to roboty mają, zaśmiałem się i mówię
przerwy też długie sobie robicie, pewnie szefa nie ma. Grzesiek przytaknął, że
tynkują ściany i mają pomalować, dzisiaj pracują drugi dzień, a na wykonanie
mają 2 tygodnie, to musimy stwarzać pozory. Podpowiadam żeby folię, jakąś
zasłonę zamontowali w korytarzu, aby bezpośrednio kurz i pył nie leciał na cały
korytarz, przytakuje, że też o tym myślał, ale kolegom się nie chce. Nawet
siostry zwracały na to uwagę. Tragedia z tymi pracownikami, podsumowała Ela.
Jak wychodziliśmy to wisiała foliowa kotara, a panowie myli krzesła i podłogę. Mam
nadzieję, że jak będziemy robić remont to trafimy na fachowców a nie takich
partaczy…