środa, 21 stycznia 2015

Remont w przychodni.


Wszędzie remonty, obok naszej dentystki na piętrze remont gabinetów. Wszędzie kurz, pył, że oddychać trudno. Pacjenci wychodzili na schody obok okna, aby zaczerpnąć powietrza. Najlepsza była ekipa remontowa, sami praktykanci czy nowicjusze, nie wiedzieli, za co mają się zabrać. Podczas ponad godzinnego oczekiwania na naszą kolejkę, Panowie robotnicy schodzili na papieroska 5 razy, jak jeden kazał drugiemu przynieść wałek do malowania to kolega poszedł i wrócił za 15 minut, nagle krzyki a gdzie rączka dobra idę i poszedł ponownie wrócił za 10 minut. Podczas pracy Panowie wychodzili ciągle na korytarz i siadali na krzesełkach i rozmawiali o imprezie. Dopiero jak siostra z gabinetu wyszła i ich pogoniła to brali się do roboty. Najwięcej pracy miała Pani sprzątaczka: 2 razy zmywała schody, myła poręcze schodów, myła podłogi, myła drzwi i przecierała okna i parapety z kurzu. Gdy jeden z robotników przysiadł się obok i zaczął zagadywać ile to roboty mają, zaśmiałem się i mówię przerwy też długie sobie robicie, pewnie szefa nie ma. Grzesiek przytaknął, że tynkują ściany i mają pomalować, dzisiaj pracują drugi dzień, a na wykonanie mają 2 tygodnie, to musimy stwarzać pozory. Podpowiadam żeby folię, jakąś zasłonę zamontowali w korytarzu, aby bezpośrednio kurz i pył nie leciał na cały korytarz, przytakuje, że też o tym myślał, ale kolegom się nie chce. Nawet siostry zwracały na to uwagę. Tragedia z tymi pracownikami, podsumowała Ela. Jak wychodziliśmy to wisiała foliowa kotara, a panowie myli krzesła i podłogę. Mam nadzieję, że jak będziemy robić remont to trafimy na fachowców a nie takich partaczy…