Wziąłem się ostatnio za sprzątanie łazienki. Załadowałem płytkę z muzyką do wieży i przygotowawszy sobie wszystkie środki czystości zabrałem się do sprzątania. W pierwszej kolejności umyłem dokładnie kafelki na ścianach po czym umyłem lustro i szklane powierzchnie na których zwykle stoją wszystkie moje detergenty. Potem zabrałem się za to czego nie lubię najbardziej i umyłem wannę robiąc sobie dwa razy przerwę, bo od nachylania się kręciło mi się w głowie. Później umyłem dokładnie umywalkę, grzejnik i wszystkie rury oraz muszlę klozetową, wymieniłem piasek w kuwecie mojego kota, który w końcu wrócił do mnie po łowach na strychu rodziców. Na koniec starłem dokładnie kurze z mebli przy pomocy moich ulubionych chusteczek nawilżających. Wychodząc z łazienki zmyłem podłogę i tak zakończyłem sprzątanie na ten dzień.
Skończyłem w odpowiedniej chwili, bo ledwie zdążyłem skręcić głośność muzyki i się odświeżyć po sprzątaniu, gdy zadzwonił telefon i koleżanka wyciągnęła mnie na mały spacer. Szkoda tylko, że śniego ni widu ni słychu, bo święta coraz bliżej a pogoda jakoś tego nie zauważyła.