W tej przedświątecznej bieganinie i
przedświątecznych porządkach na prawdę można stracić głowę i
poczucie czasu.
Człowiek jest zajęty własnymi
sprawami na co dzień, a w tym szczególnym czasie gdy robi się
natłok obowiązków i wydaje się jakby spadły one jak grom z
jasnego nieba zapomina, nie dostrzega bliskich nam osób, którzy
z racji swojego wieku czy stanu zdrowia potrzebują naszej pomocy w
tych świątecznych przygotowaniach.
Dziś zdałam sobie z tego sprawę, gdy
zadzwoniła do mnie moja mama i poprosiła bym pomogła jej w
sprzątaniu. Dokładnie chciała umyć okna i powiesić nowe firanki,
a także umyć kuchnię od A do Z tj. umyć szafki z zewnątrz i
wewnątrz, a także na górze gdzie z reguły gromadzi się tłuszcz i
brud.. Umówiłyśmy się na popołudnie na wielką akcję
sprzątającą.
Muszę przyznać, że zawstydziłam się
i głupio mi się zrobiło. Jakoś nie pomyślałam o niej, nie
zapytałam czy w czymś jej pomóc.
Po dotarciu do domu mamy przebrałam
się w robocze ciuchy i zabrałam się do roboty. To znaczy obie się
zabrałyśmy, bo mama pomagała mi w drobnych czynnościach.
Najpierw zdjęłyśmy brudne firanki z
okien i dałyśmy je do prania. Później starannie umyłyśmy okna
zaczynając od ich ramy potem szyby, a na końcu pościerałyśmy
parapety. Gdy okna były już gotowe zawiesiłam czyste firanki i
zasłony.
Na koniec umyłyśmy podłogę w
pokoju, bo troszkę nam się zachlapała przy oknach.
Niestety dni teraz są takie krótkie,
że na gruntowne sprzątanie w kuchni umówiłyśmy się na drugie
dzień. A co tam na mnie czekało to napiszę następnym razem.