Wracając z wigilii w centrum
wolontariatu postanowiłem wstąpić na chwilkę do galerii, czas
się rozejrzeć za nowym sprzętem audio i może za jakimś
telewizorem, bo ileż można oglądać filmy na monitorze komputera.
Na parterze spotkałem znajomą sprzątaczkę, która właśnie myła
podłogę w holu. Ruszyłem schodami na piętro i do punktu z RTV.
Lawirując miedzy regałami porównałem kilka sprzętów pod
względem jakości wobec ceny i już mam upatrzone produkty, które
kupię sobie pod choinkę. Tymczasem z magazynu dochodził odgłos
odkurzacza, widać obsługa właśnie odkurzała podłogę na
zapleczu.
Wyszedłem z galerii przekonując się,
że zaczęło mocno wiać. Zarzuciłem kaptur na głowę dla
ochrony przed chodem i ruszyłem do domu. W mieszkaniu tradycyjnie
przywitało mnie radosne „Miau!” Spaślaka, który otarł się o moje nogi udając, że
wcale nie spał na kanapie i, że cieszy się z powrotu właściciela
a nie z napełnienia na nowo miski. Nakarmiwszy wiecznego żarłoka
zasiadłem do komputera starłszy uprzednio kurze z mebli.