poniedziałek, 1 grudnia 2014

Nowe mieszkanie, nowe sprzątanie



 Postanowiłam przeprowadzić się do nowego mieszkania. Nooo, może nie jest ono nowe, w każdym bądź razie inne. Ponieważ najbardziej lubię przesiadywać w kuchni, więc od tego pomieszczenia zaplanowałam robić porządki. Takie gruntowne i generalne. Poprzedni właściciel zostawił po sobie zakurzone meble i poklejone stoły. Widać, zadbał, aby mi pracy nie brakowało. Pierwszym moim zadaniem było wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów. Tak nie cierpię ścierać kurzy, a było tego trochę. Potem było już przyjemniejsze mycie szafek, mebli z zewnątrz. Z wodą, to ja mogę sprzątać! Od razu zabrałam się też za umycie zewnętrznej powierzchni lodówki/kuchenki mikrofalowej/piekarnika. Te to chyba wieki nie były myte! Umycie i wypolerowanie armatury/zlewozmywaka też nie można było pominąć. Aż się coś w żołądku robiło, jak się na zlew patrzyło. Jak w takim czymś można było myć naczynia! Na zakończenie doprowadzania mebli do czystości zostawiłam sobie umycie blatów/stołów/lad kuchennych. Bardzo były poklejone, nawet plątały się tu i ówdzie zużyte gumy do żucia. Niektóre ciężko było odkleić od powierzchni. Na zakończenie sprzątania zostawiłam sobie odkurzanie i mycie podłóg. Troszkę błota było, ale, o dziwo, meble były zdecydowanie brudniejsze. Na deser zostawiłam sobie coś, co uwielbiam, czyli mycie luster i powierzchni szklanych. Lubię patrzeć na czyste szkło, a to bynajmniej czyste nie było. Z polerowaniem też mi trochę zeszło. Po posprzątaniu kuchni byłam bardzo zmęczona i już nie starczyło mi sił na dalsze porządki. Zostawiłam je na kolejne dni. Ale za to mogłam delektować się czystą kuchnią.