Piątek,
ostatni dzień przygotowań, dzisiaj wieczorem przyjeżdża rodzeństwo mojej Eli: Julia
z mężem Romanem, dziećmi: Mirandą i Andrzejem, Regina z mężem Mateuszem, dziećmi:
Eweliną, Tomkiem oraz Michał z Malwiną, dziećmi: Mariuszem, Anitą, Bartkiem,
mam nadzieję, że nikogo nie pomylę. Dzisiaj nie było tak wczesnej pobudki, przed
9 Ela obudziła mnie i zaprosiła na śniadanie. Zjedliśmy i zaplanowaliśmy
obowiązki: ja mam jechać do sklepu po trunki, przynieść drewna i rozpalić w
kominku, pomóc Eli przy sałatkach. Ela z mamą będą robić placki, sałatki,
gulasz, krokiety, mięsa pieczone itp. Pytam czy czegoś nie brakuje i jadę po
trunki, jak wracam Ela robi sałatkę, pomagam w obieraniu i krojeniu warzyw w
kostkę. Myję brudne naczynia, ścieram stół i ścieram blaty, kiedy chwilowo w
kuchni nikogo nie ma zamiatam podłogę, aby nie roznosić okruchów po mieszkaniu.
Idę po drzewo i zabieram się za rozpalanie w kominku, przy rozpalaniu mam pecha
nie ma ciągu, nagle buchnęło dymem i popiołem. Otworzyłem szeroko okna,
zabrałem się za odkurzanie dywanów i podłóg, następnie wytarłem kurze z
wszystkich powierzchni, wytarłem kurze z obrazów, bibelotów, książek itp.
ścieram kurz z parapetów, odkurzam grzejniki, zabrałem się za czyszczenie
zewnętrzne lamp, elementów oświetlenia, myślę, że wszystko czyste… Pani Ula
woła na obiad, jemy, rozmawiamy i czekamy na gości. Po jedzeniu pomagam Eli
posprzątać kuchnię, ścieram stół, blaty, zamiatam podłogę, Ela myje naczynia,
myję lodówkę na zewnątrz, myję kuchenkę mikrofalową oraz piekarnik. Opróżniam
kosz na śmieci, a Ela myje podłogę, koniec roboty… Do kolacji jest już cała
rodzina, zasiadamy do stołu, rozmawiamy, jemy, pijemy, kończymy przed północą,
trzeba się wyspać, czeka nas duża impreza…