Już dawno za nami te piękne, ciepłe
i słoneczne październikowe dni. Wlwku z nas, gdy trwała ta piękna
polska złota jesień zabrało się do sprzątania naszych mieszkań.
A to trzepaliśmy dywany, myliśmy okna i parapety z zewnątrz.
Ja też należałam do osób, które
korzystały wówczas ze sprzyjającej sprzątaniu pogody.
Niestety moja praca, którą
poświęciłam na gruntowne mycie okien wraz z ich ramami i
parapetami poszła na marne. Długo nie nacieszyłam się ich
czystością.
Mieszkam w bloku. A ci co też tak
mieszkają to zapewne znają uroki takiego mieszkania. I nie mam tu
na myśli tego, że słychać gadające sąsiadki pod blokiem, hałas
z mieszkania obok czy warkot kosiarki gdy jest czas na koszenie
trawników. O, nie. Miałam raczej na myśli sąsiedzkie remonty. I
właśnie, gdy ja sobie w najlepsze kilkanaście dni temu okna
wypucowałam na błyski, tyle pracy w to włożyłam to wszystko
zostało spaskudzone przez ekipę remontową co sąsiadowi nade mną
wymieniała okna i ścianki między nimi.
Ja wiem, że przy takiej robocie musi
się nabrudzić. To oczywiste. Szkoda mi tylko było tej mojej pracy,
którą włożyłam myjąc okna.Teraz musiałam robić wszystko od
nowa.
Na dodatek pogoda za oknem jest jaka
jest i nie mogłam czekać aż się polepszy. Za ten czas wszystko
przyschło by do szyb i parapetów i nie wiem czym musiałabym się
tego pozbywać.
Ubrawszy się w czapkę, szalik
musiałam z domu zrobić Syberię – jak to oświadczył mój mąż
– i zabrać się do roboty.
Dobrze, że nie zwlekałam z tym myciem
okien, bo i tak nie było łatwo usunąć tą zaprawę, a nie chciałam
porysować szyb.
Na całe szczęście sąsiad nie
wymieniał wszystkich okien tylko na razie po jednej stronie.
Mam nadzieje, że tą drugą to już na
wiosnę zrobi.
Oby to się jakimś przeziębieniem nie skończyło.