czwartek, 27 listopada 2014

listopadowe mycie okien

Już dawno za nami te piękne, ciepłe i słoneczne październikowe dni. Wlwku z nas, gdy trwała ta piękna polska złota jesień zabrało się do sprzątania naszych mieszkań. A to trzepaliśmy dywany, myliśmy okna i parapety z zewnątrz.
Ja też należałam do osób, które korzystały wówczas ze sprzyjającej sprzątaniu pogody.
Niestety moja praca, którą poświęciłam na gruntowne mycie okien wraz z ich ramami i parapetami poszła na marne. Długo nie nacieszyłam się ich czystością.
Mieszkam w bloku. A ci co też tak mieszkają to zapewne znają uroki takiego mieszkania. I nie mam tu na myśli tego, że słychać gadające sąsiadki pod blokiem, hałas z mieszkania obok czy warkot kosiarki gdy jest czas na koszenie trawników. O, nie. Miałam raczej na myśli sąsiedzkie remonty. I właśnie, gdy ja sobie w najlepsze kilkanaście dni temu okna wypucowałam na błyski, tyle pracy w to włożyłam to wszystko zostało spaskudzone przez ekipę remontową co sąsiadowi nade mną wymieniała okna i ścianki między nimi.
Ja wiem, że przy takiej robocie musi się nabrudzić. To oczywiste. Szkoda mi tylko było tej mojej pracy, którą włożyłam myjąc okna.Teraz musiałam robić wszystko od nowa.
Na dodatek pogoda za oknem jest jaka jest i nie mogłam czekać aż się polepszy. Za ten czas wszystko przyschło by do szyb i parapetów i nie wiem czym musiałabym się tego pozbywać.
Ubrawszy się w czapkę, szalik musiałam z domu zrobić Syberię – jak to oświadczył mój mąż – i zabrać się do roboty. 
Dobrze, że nie zwlekałam z tym myciem okien, bo i tak nie było łatwo usunąć tą zaprawę, a nie chciałam porysować szyb.
Na całe szczęście sąsiad nie wymieniał wszystkich okien tylko na razie po jednej stronie.
Mam nadzieje, że tą drugą to już na wiosnę zrobi.
Oby to się jakimś przeziębieniem nie skończyło.