poniedziałek, 17 listopada 2014

Teścik :)

W poprzednim poście opisywałam Wam jak to moja teściowa wypytywała mnie o umiejętność prowadzenia domu. Niestety moje zapewnienia chyba jej nie wystarczyły. Szykowała dla mnie coś extra.
A może Wy też przeżyłyście taki teścik zorganizowany przez waszą teściową?
Będąc w odwiedzinach i przyszłego męża miałam zaszczyt zaopiekować się teściowej podłogą w kuchni i naczyniami.
Nie widziałabym w tym nic złego, gdyby nie fakt w jaki sposób zostałam o to "poproszona."
No, bo rozumie jak ktoś Cię o coś prosi byś zrobiła, bo się źle czuje czy jest zmęczony, ale nie tak że biadoli KTO MI UMYJE PODŁOGĘ, BO JEST TAKA BRUDNA. A TAK MI SIĘ NIE CHCE MYĆ. I tak ładnych parę minut. Nie przeszkadzało jej, że siedzę obok i słyszę te narzekania.
Po pewnym czasie sama zaoferowałam z pomocą. Chciałam poodkurzać, ale nie było w domu tak owegoż sprzętu. Ok, to może mopem umyje – pomyślałam. Też lipa. Nie pozostało mi nic innego tylko zakasać rękawy i umyć tę podłogę na klęczkach, tak jak kiedyś nasze babcie to robiły.
Owszem była miotła, na którą można obyło owinąć ścierkę, ale się rozlatywała.
Z naczyniami też nie było takie hop siup.
Doświadczona tą podłogą sama zgłosiłam się na zmywak.
Garów to chyba z całego dnia było., że w zlewie się nie mieściły.
Na szczęście umycie tej sterty poszło dość sprawnie.
Schody zaczęły się, gdy zaczęłam je płukać z płynu.
A PO CO TY JE PŁUKARZ, PRZECIEŻ NIE TRZEBA.
No cóż. Przyzna, że poddałam się i zrobiłam tak jak chciała. Choć dla mnie to dziwne było by wycierać gary z płynem i na takich potem jeść.
Ot cała historia. 
Czasem myślę, że a podłoga na mnie czekała. A teściowa chciała sprawdzić jaki będzie efekt końcowy mojej pracy.
Na szczęście po tych zadaniach żadnej nagany i pouczeń nie dostałam :)