Weekend
powinno się podobno spędzać na odpoczynku. No niby tak, ale jak człowieka złoży infekcja to nie ma siły i przy niedzieli
weźmie się d ogarniania mieszkania. Tak więc nie bacząc na to co mogą sobie
sąsiedzi powiedzieć odpaliłem w południe
odkurzacz i odkurzyłem podłogi w całym
mieszkaniu, potem jeszcze zmyłem podłogi tam, gdzie to było możliwe.
Wystawiłem z łazienki kuwetę ku niezadowoleniu mojego kota – Spaślaka i
zabrałem się za dezynfekcję muszli klozetowej,
mycie armatury i zmycie wszystkich szklanych powierzchni w łazience.
Sprzątnąwszy co tam w łazience jeszcze było trzeba przeniosłem się do
kuchni by się przekonać, że Spaślak
siedzi na parapecie i pomiaukuje na
przelatujące kawki, no pewnie – upolował by sobie jakąś spryciula.
Niestety
kocisko nie miało dziś szczęścia i musiałem je
przenieść na krzesło, żeby w
spokoju zetrzeć kurze z parapetu i mebli,
po czym zabrałem się za mycie z zewnątrz lodówki, kuchenki mikrofalowej
i innych sprzętów AGD. Starcie kurzy z
mebli nie ominęło też mojego pokoju, ale dzięki dobremu tempu udało mi się skończyć
sprzątanie przed południem i mogłem w
spokoju usiąść przed telewizorem, co oczywiście wykorzystał kot wskakując mi na
kolana i razem ze mną oglądając konkurs skoków narciarskich.