W końcu weekend, spokojnie można
poleniuchować w łóżku. Przekręcam się na drugi bok a tu mojej dziewczyny nie
ma. Po chwili słyszę krzyki z łazienki. Zrywam się, biegnę, pytam czy wszystko
w porządku? Ela naga trzęsie się, wykrztusza z siebie zimna woda. Uśmiecham
się, piękną pobudkę mi robisz kochanie. Mamy awarię piecyka, podkreśla
zdenerwowana Ela. Mówię tak pięknie się zapowiadało. Otulam dziewczynę w ciepły
szlafrok i dzwonię do ojca koleżanki, i proszę o szybką pomoc. Po godzinie Pan
Kazik jest u nas ze sprzętem, wnerwiony i przemoczony. Bierze się do roboty, bo
za godzinę ma następną fuchę. Wskazuje łazienkę, Pan Kazik zdejmuje pokrywę czyści
filtry, czyści iskrownik, wymiata cały brud z piecyka. Gotowe, sprawdzamy
działa. Płacimy i dziękujemy. Biorę się za ścieranie podłogi, aby błota nie
roznosić po mieszkaniu. Ścieram podłogę w przedpokoju oraz w łazience. Myję
piecyk. Ela się śmieje, to załatwiłeś specjalistę, śpieszył się to mówił
żebyśmy sobie posprzątali. Myję wannę i umywalkę, czyszczę baterie łazienkowe,
myję lustro i poleruje. Myję i dezynfekuję toaletę, myję pralkę na zewnątrz, myję
i poleruję armaturę, wymieniam ręczniki, uzupełniam papier toaletowy oraz mydło
w płynie i łazienka posprzątana. Nastawiam pranie, spoglądam za okno nadal
pada. Zakupy muszą poczekać, zabieram się do odkurzania podłóg w mieszkaniu,
odkurzam kaloryfery. Następnie ścieram meble z kurzu. Tak rozpoczęło się
poranne leniuchowanie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W ten
sposób mieliśmy wysprzątane całe mieszkanie przed południem. Na obiad
wybraliśmy się na miasto, później zrobiliśmy zakupy. Cały długi wieczór
mieliśmy tylko dla siebie…