wtorek, 25 listopada 2014

Mała awaria, wielkie sprzątanie.


      W końcu weekend, spokojnie można poleniuchować w łóżku. Przekręcam się na drugi bok a tu mojej dziewczyny nie ma. Po chwili słyszę krzyki z łazienki. Zrywam się, biegnę, pytam czy wszystko w porządku? Ela naga trzęsie się, wykrztusza z siebie zimna woda. Uśmiecham się, piękną pobudkę mi robisz kochanie. Mamy awarię piecyka, podkreśla zdenerwowana Ela. Mówię tak pięknie się zapowiadało. Otulam dziewczynę w ciepły szlafrok i dzwonię do ojca koleżanki, i proszę o szybką pomoc. Po godzinie Pan Kazik jest u nas ze sprzętem, wnerwiony i przemoczony. Bierze się do roboty, bo za godzinę ma następną fuchę. Wskazuje łazienkę, Pan Kazik zdejmuje pokrywę czyści filtry, czyści iskrownik, wymiata cały brud z piecyka. Gotowe, sprawdzamy działa. Płacimy i dziękujemy. Biorę się za ścieranie podłogi, aby błota nie roznosić po mieszkaniu. Ścieram podłogę w przedpokoju oraz w łazience. Myję piecyk. Ela się śmieje, to załatwiłeś specjalistę, śpieszył się to mówił żebyśmy sobie posprzątali. Myję wannę i umywalkę, czyszczę baterie łazienkowe, myję lustro i poleruje. Myję i dezynfekuję toaletę, myję pralkę na zewnątrz, myję i poleruję armaturę, wymieniam ręczniki, uzupełniam papier toaletowy oraz mydło w płynie i łazienka posprzątana. Nastawiam pranie, spoglądam za okno nadal pada. Zakupy muszą poczekać, zabieram się do odkurzania podłóg w mieszkaniu, odkurzam kaloryfery. Następnie ścieram meble z kurzu. Tak rozpoczęło się poranne leniuchowanie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W ten sposób mieliśmy wysprzątane całe mieszkanie przed południem. Na obiad wybraliśmy się na miasto, później zrobiliśmy zakupy. Cały długi wieczór mieliśmy tylko dla siebie…