piątek, 14 listopada 2014

Wspólne mieszkanie, czyli duże sprzątanie...


      Pamiętam nasze pierwsze mieszkanie. Znaleźliśmy mieszkanie blisko centrum w spokojnej okolicy. Umówiliśmy się z wcześniejszą lokatorką na przekazanie kluczy o 16. Pani Edyta mówi, że wszystko wysprzątane, tylko czeka aż kuzyn przyjedzie zabrać kilka rzeczy. Przychodzimy punktualnie a tu bałagan i narzekania, że spokojnie nie może się spakować. Na podłodze błoto, piach i kamienie, kuchnia wygląda jak nieszczęście, meble brudne aż się kleją, kuchenka przypalona i zalana wodą totalna masakra. Pierwsze wrażenie lepiej nie mówić, od razu zaczyna się kłótnia. Dzwonimy do właścicielki i przedstawiamy sytuację, Pani Kasia przeprasza i tłumaczy, że o niczym nie wiedziała proponuje obniżenie odstępnego o 100 złotych za pierwszy miesiąc w zamian za doprowadzenie mieszkania do ładu. Zgadzamy się, czekamy aż Pani Edyta opuści mieszkanie i zabieramy się do sprzątania. Na początku podział obowiązków i do roboty. Biorę się za ścieranie i mycie podłóg, następnie ścieram kurze z mebli i parapetów. W tym czasie Ela zajęła się kuchnią, wyczyściła kuchenkę gazową, umyła meble na zewnątrz oraz w środku, woła, że jeszcze myje lodówkę i kuchnia czysta. Jak Ci się podoba w naszym mieszkanku? Dziewczyna odpowiada mam nadzieję, że jak wszystko ogarniemy to będzie dużo przyjemniej, zgadzam się z uśmiechem. Biorę się za sprzątanie łazienki, po kolei wszystko szoruję mleczkiem do czyszczenia, czyszczę płytki, szoruję wannę oraz czyszczę i dezynfekuję toaletę. Około godziny 21 jesteśmy wykończeni. Sprawdzamy w Internecie gdzie można zamówić coś na wynos, jest pizza i kebab. Wybieramy kebab, sałatki oraz piwo. Przy pracy nawet nie zwróciliśmy uwagi, jacy jesteśmy głodni. Siadamy do kolacji, wznosimy toast za Nas i wspólne mieszkanie i zaczynamy jeść i rozmawiać co dokupimy aby mieszkanie ożywić. W końcu wolne, bierzemy kąpiel, idziemy spać. To był ciężki dzień…