poniedziałek, 10 listopada 2014
Zodwiedzinami u Cioci Bułeczki, cz. 4.
Dziś dalsza część opowieści o Cioci Bułeczce, do której wybrałam się, aby piec rogaliki. A u Cioci jest wesoło i zawsze się coś dzieje. Pamiętacie, że zanim w ogóle zaczęliśmy kleić rogaliki to trzeba było sprzątać kuchnię z mąki, którą Filipek wszędzie rozdmuchał. Wtedy w sprzątaniu wszystko było ważne, nawet wytarcie kurzy z mebli półek, grzejników, parapetów. Gdy Filipek pilnował piekących się rogalików, my z Ciocią Bułeczką i Emilką siedziałyśmy spokojnie przy stole, a za oknem zacinał deszcz. Nie mogliśmy się już doczekać smacznie pachnących rogalików. I nagle drzwi się otworzyły i do kuchni z impetem wpadł cały mokry i ubłocony wujek Stach. Wujek Stach jest rolnikiem i większość czasu spędza na pracy w polu. Ulewny deszcz złapał go właśnie przy pracy. Stanął, a na podłogę z ubrań i butów zaczęła ściekać brudna woda, tworząc coraz większą kałużę. Już było wiadomo, że czekać nas będzie znowu mycie podłóg. Wujek był cały zmarznięty, poprosił o gorącą herbatę. Ściągnął buty, potem wierzchnie ubranie, z którego kapało i położył je na pralkę. Wujek poszedł się ogarnąć, Ciocia zabrała się za umycie podłogi. Ja wyciągnęłam gotowe wypieki. Dzieci zajęły się pudrowaniem rogalików. Ja załączyłam pralkę, aby wyprać ubranie wujka i od razu wzięłam się za umycie zewnętrznej powierzchni piekarnika. Potem wszyscy zasiedliśmy, aby wreszcie skosztować pysznych, jeszcze gorących smakołyków. Były wyśmienite! Dobrze, że mieliśmy ich duży zapas, bo nadspodziewanie szybko znikały. Potem Ciocia Bułeczka rozwiesiła pranie, a mi zostało mycie pralki z zewnątrz. Wujkowi przypadło w udziale umycie stołów kuchennych, a dzieciom - wstawienie brudnych naczyń do zmywarki. I potem jeszcze zabraliśmy zię za jedzenie rogalików. Że aż brzuchy rosły!