poniedziałek, 3 listopada 2014

Sprzątanie.

Dziś miałam pracowity dzień, bo ostatnio trochę zapuściłam mieszkanie. Ciągle przakładałam sprzątanie na następny dzień, aż z tych dni uzbierał się tydzień, a może ciut więcej. Na szczęście daleko mi było do bohaterek słynnego programu o sprzątaniu, który można było oglądać w jednej ze stacji. Aż tak to nie.
Najpierw zabrałam się za ścieranie kurzy z mebli. Jednak zanim to nastąpiło, to wpierw musiałam wszystko pozdejmować z szafek, regału i szafy. A było tego trochę. Najwięcej pracy miałam w pokoju dzieci. Te wszystkie pluszaki, których z dwie półki na regale jest, potem książki, samochody, lalki, kucyki i wiele, wiele innych pierdół. Samym zdejmowaniem tych rzeczy można się zmęczyć, a gdzie właściwe sprzątanie.
Niektórzy to pewnie nie bawią się w zdejmowanie tych wszystkich rzeczy tylko wezmą i wcisną rękę ze ściereczką pod graty i wycierają. Ja się jednak pytam po co? W ten sposób może coś spaść z półki i na przykład rozbić się, poobijać. Nawet jeśli na półce są tylko pluszowe zabawki to czy nie lepiej je zdjąć i potem ładnie poukładać? A może któryś do prania, czy naprawy by się nadawał?
Jak już półki były puste to zabrałam się za doprowadzenie ich do ładu.
Nie używam jakichś specjalistycznych środków do czyszczenia mebli. Najczęściej – tak jak i tym razem używam mokrej ściereczki lub preparatu w spreju. To moim zdaniem wystarczy. Kurz znika i wszystko jest znów czyste.
Po zakończonym sprzątaniu muszę poukładać to wszystko co się na nich mieściło, a przy okazji robię przy tym przegląd. Może coś jest zepsute, niepotrzebne...
Niby takie niepozorne wycieranie kurzy, a może zająć człowiekowi trochę czasu.
Następną czynnością było odkurzanie podłóg. Przez weekend trochę się tego brudu nazbierało. Zwłaszcza przed telewizorem, gdzie zawsze wcina się jakąś przekąskę typu czipsy, paluszki, z których łatwo się kruszy. Na szczęście mam świetnego popmocnika w postaci odkurzacza i w mog wszystko było poodkurzane. I już nic nie chrzęści pod kapciami jak się chodzi :)