Czekamy na Panią Urszulę na dworcu PKS, byłoby wszystko w porządku gdyby
nie komunikat o godzinnym opóźnieniu. Idziemy na spacer i kawę, Ela śmieje się miejmy
nadzieję, że mama przyjedzie w dobrym humorze, zgadzam się. Mała dworcowa
restauracja prawie pusta, wchodzimy i zamawiamy kawę i czekamy. Widać dzisiaj
mały ruch, Pani sprząta sale: zamiata podłogę, ściera stoliki, następnie
ustawia kwiaty na podłodze i ściera parapety z kurzu, po chwili znika na zapleczu
z odgłosów słychać, że zabrała się za mycie naczyń. Spokojnie tutaj, ciesz się następne
48 godzin będziesz miał wiele atrakcji mówi Ela. Kończymy kawę i na dworzec. Czekamy,
w końcu podjeżdża autobus, wysiada Pani Ula, uśmiechnięta, rozgadana z jakimś
Panem, puszczam oko do Eli to dwójka gości nam się szykuje? Ela skonsternowana
szepcze, że nic niej na ten temat nie wiadomo. Witamy się, biorę bagaże i
jedziemy do domu. W trasie pytamy jak zleciała podróż. Pani Urszula opowiada o
nieznajomym Panu jak to miło zleciał im czas w autobusie, nawet nie zauważyli
opóźnienia. Zapraszamy do mieszkania, Pani Ula obserwuje uważnym okiem
mieszkanie, ładnie tu macie, dziękujemy z uśmiechem i ulgą. Jak tu pięknie wysprzątane, mycie podłóg i
ścieranie kurzy do kogo należy? Ela przypisuje mi wszystkie porządki, bo sama
zajęła się gotowaniem i kuchnią. W ten sposób dostałem pierwszego plusa od
przyszłej Teściowej. Zapraszam do pokoju i proponuję wino, a Ela nakrywa do
stołu. Po kolacji sprzątam naczynia ze stołu a Elę zostawiam na osobności z
mamą, aby mogły sobie poplotkować. Zmywam naczynia, ścieram blaty w kuchni,
zamiatam podłogę i wracam, aby zaproponować deser, to był miły i długi wieczór…