Jak przypominam sobie dzieciństwo, jak miałem 11lat, to
trudno nie wspominać wyjazdów na obozy, na które wybieraliśmy się podczas wakacji
ze znajomymi, razem 10 osób, z czego 4 osoby to opiekunowie. Zawsze mieliśmy
przydzielone różne zadania, obowiązki jak na obozie harcerskim. Ojciec
wynajdował najbardziej odległe chatki w lesie, aby było jak najbliżej natury.
Jednego razu jak dotarliśmy na miejsce to tata był zaskoczony, choć zawsze lubił
takie spartańskie warunki. Las był wrośnięty w chatę. Gałęzie, liście
pozasłaniały okna, cały taraz pokryty gałęziami jakby ktoś chciał ukryć ten
domek. Od razu było widać, że dawno tu nikt nie zaglądał. Mama pyta czy tata
nie pomylił domków, ale to ten. I wszystko jasne to ma być szkoła przetrwania,
stąd te wszystkie sprzęty: miotły, łopaty, kosa, wiadra, miski, ścierki, lampy,
nafta itp. To bierzemy się do roboty. Zbieramy gałęzie z tarasu, Panie
zamiatają podłogi, a Panowie zabrali się za przycinanie drzew, aby do chaty
wpuścić trochę światła. Ja z kolegami mamy za zadanie przynieść wodę ze
strumyka pod chatą. Tata nawet zabrał kosę, dlatego mama jest obrażona sugeruje
mu, że wiedział jak to wygląda. Robimy polanę przed domem na ognisko i coraz
lepiej to wygląda. Mama z koleżanką robią pranie, piorą zasłony i firany, myją
okna. My zamiatamy podłogi a następnie myjemy je wodą z płynem. Panowie
wynieśli meble i stoły na zewnątrz dlatego idzie szybciej, nam pozwolono nosić
tylko krzesła. Ścieramy kurze z mebli, czyścimy krzesła, myjemy stół. Powoli
wszystko wnosimy do środka, bo zaczyna się ściemniać. W rogach domu są piękne
lampy naftowe mama umyła i wypolerowała je a tata uzupełnił naftą i jak się
zrobiło ciemno zapalił. Mówię wam pięknie się prezentował domek zarówno w
środku i na zewnątrz. Pierwszy dzień był bardzo pracowity, tyle było
sprzątania, ale następne dni to super wyprawy, pływanie w rzece, jeziorze,
które po długiej wędrówce znaleźliśmy obok pięknej polany, łowienie ryb,
wieczorne ogniska, zabawa do nocy cdn.