Wczoraj u syna w szkole odbył się
wieczór przedandrzejkowy. Przedandrzejkowy, bo Andrzejki dopiero za
tydzień, ale my tzn. część rodziców i nauczyciele pierwszaków
zorganizowaliśmy im go wcześniej.
Nie sądziłam, że ta impreza będzie
cieszyła się aż takim powodzeniem. No, ale cóż się dziwić
skoro było zaplanowanych kilka atrakcji jak dyskoteka, konkursy,
różne zabawy, poczęstunek i oglądanie bajek.
Wieczór zapowiadał się na prawdę
interesująco.
Sala została wcześniej przygotowana i
przystrojona balonami i dekoracjami z bibuły.
Dzieciaki wspaniale się bawiły,
tańczyły, biegały, zajadały się smakołykami, które dla nich
przygotowaliśmy.
Część dziewczynek wymyśliła taniec
z szarfą. Rzecz jasna tą szarfą była bibuła, która po zabawie
jak sobie wyobrażacie nie przypominała już pięknych i długich
pasków tylko mnóstwo maleńkich, potarganych strzępek.
Balony też ucierpiały i na podłodze
nie brakowało ich szczątków.
Gdy impreza się skończyła
spojrzeliśmy na szkolną salę rytmiki, która w tym momencie
przypominała jedno wielkie pobojowisko. Wszędzie było pełno
bibuły, popękanych balonów, papierków i pokruszonych paluszków i
ciastek.
Nie pozostało nam nic tylko zakasać
rękawy i zabrać sie za sprzątanie.
Część osób zdejmowała resztki
dekoracji, a inni wzięli szczotki ze schowka i zabrali się za
pozamiatanie podłogi.
Po całej akcji sprzątającej
wynieśliśmy cztery worki śmieci. Na koniec jeszcze postanowiliśmy
umyś podłogę, by dyrekcja szkoły do niczego nie mogła się
przyczepić.
Szkoła taką imprezę przygotowuje co
roku. Na szczęście nie biorą w niej udziału wszyscy uczniowie
szkoły podstawowej. Nie wyobrażam sobie jak by sala wyglądała,
gdyby tak było.
Już ta gromadka, która w tym roku
była dała pokaz na co ją stać.