środa, 5 listopada 2014

Z odwiedzinami u Cioci Bułeczki cz. 3

Opowiadałam ostatnio, jak to odwiedziłam Ciocię Bułeczkę, jak postanowiłyśmy upiec rogaliki drożdżowe. I jak Filipek rozdmuchał po całej kuchni mąkę. Skończyłam na tym, że podczas, gdy wszyscy śmialiśmy się z sytuacji z mąką i "podziwialiśmy" białą kuchnię, trzasnął piorun, lunął ulewny deszcz i wszyscy rzuciliśmy się do zamykania okien. Po czym Ciocia zwróciła się do Filipka, grożąc mu żartobliwie palcem: "Oj, synku, synku, ty wiesz jak mi umilić czas, wiesz, że lubię sprzątać i dbasz, abym się nie nudziła". To był koniec żartów. Trzeba było zabrać się porządnie do czyszczenia kuchni. Najpierw otrzepaliśmy chłopca z mąki, biedaczek nawet włosy miał całe pobielone. Potem podzieliliśmy się obowiązkami. Ciocia poszła umyć Filipa. Ja z Emilką zajęłyśmy się kuchnią. Dziewczynka wzięła się wpierw za umycie blatów, stołów, lad kuchennych. Ja wzięłam się za wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów. Ale to nie wszystko. Zostało mi jeszcze mycie szafek, mebli z zewnątrz. Gdy to już było mniej więcej ogarnięte, to Emilce przypadło w udziale odkurzanie podłóg, a mi - mycie podłóg. Trochę czasu nam z tym zeszło. Tymczasem Ciocia Bułeczka z Filipkiem wrócili umyci i czyściutcy. Ciocia zaparzyła herbatę i po wypiciu trzeba było zabrać się za robienie rogalików. Bo przypominam, że gdy my sprzątaliśmy, ciasto sobie rosło. I nabrało kolosalnych rozmiarów.Filipek solennie obiecał, że nie będzie więcej rozdmuchiwać mąki. Zabraliśmy się do klejenia rogalików. Wyszło 243 sztuk! Wsadziliśmy je do piekarnika. Filipek zobowiązał się pilnować czasu. Bardzo dobrze zna się już na zegarku. W następnej części ciąg dalszy opowiadania o Cioci Bułeczce.